Wakacyjna kosmetyczka – Izrael vol. 2

DSC_0623

Przyszła pora na drugą część prezentacji mojej wakacyjnej kosmetyczki. Dzisiaj na tapecie urlopowa pielęgnacja włosów, twarzy i ciała. Zaczniemy oczywiście od góry :)

W poprzednim wpisie pokazywałam Wam bardzo fajny szampon i odżywkę z Mythos. Oprócz podstawowej pielęgnacji, zabrałam ze sobą też tą bardziej „specjalistyczną”, czyli serum Goodbye Damage z Garniera, którym przez cały wyjazd traktowałam końcówki włosów i świetną Maskę Regenerującą Kąpiel Agafii, która przepięknie pachnie, cudownie zmiękcza i wygładza włosy, a kosztuje przy tym grosze (ok. 5 zł za 100 ml).

Ponieważ szampon i odżywka z Mythos były już ze mną wcześniej w Rzymie, zabierając je na te wakacje  miałam w buteleczkach tylko po 1/2 każdego z produktów i wiedziałam, że na cały wyjazd raczej ich nie wystarczy. Dlatego też wzięłam ze sobą małą odlewkę (ok. 50 ml) szamponu Emolium, a po zużyciu odżywki Mythos jej miejsce zastąpiła maska z Kąpieli Agafii. Prewencyjnie zabrałam też na wakacje małe opakowanie lakieru do włosów Wellaflex, bo nigdy nie wiadomo, czy się czasem nie przyda :)

DSC_0627

Jeśli chodzi o oczyszczanie skóry twarzy na wyjeździe postawiłam na wygodę i zabrałam ze sobą nawilżane chusteczki do demakijażu z Corine de Farme, które dodatkowo zajmowały mniej miejsca w kosmetyczce i były zdecydowanie lżejsze niż opakowanie wacików i butelka płynu micelarnego i bardzo dobrze radziły sobie ze zmywaniem tuszu, kredki i kremu BB z Misshy. Do mycia twarzy używałam Biosarczkowego żelu Balneokosmetyki, którego oczywiście przelałam przed wyjazdem do mniejszego opakowania.

DSC_0626

Moją podstawą wakacyjnej pielęgnacji twarzy jest oczywiście krem z filtrem, dlatego też zabrałam najwyższy factor, jaki miałam w domu czyli SPF 50+ z Avène. Bardzo dobrze współpracuje z podkładem i nie bieli, więc sukcesywnie do niego co sezon wracam.

Na spotkaniu blogerem dostałam (na szczęście) kilka miniatur fajnych kosmetyków, które właśnie dzięki swojej małej pojemności pojechały ze mną do Izraela. Mowa o różanym olejku do twarzy z herbfarmacy (który stosowałam na noc zamiennie z kojącym podrażnioną skórę kremem Steamcream) oraz kremie pod oczy z Resibo. Jedyny balsam do ust, na jaki się zdecydowałam to John Masters o cudownym zapachu limonki (prezent od sklepu Kosmetyki Naturalne Boutique).

DSC_0631

Wyjazdu na wakacje nie wyobrażam sobie bez wody termalnej. Co jak co, ale nie raz ratowała moją skórę po bolesnym oparzeniu i tak było i tym razem, z tym że na szczęście to nie ja się spaliłam na słońcu :) Wody termalnej z Avène używam już od kilku lat i nadal jestem z niej bardzo zadowolona.

Do zabezpieczenia ciała przed słońcem wybrałam niższy filtr niż ten do twarzy. Mleczko SPF 15 z Mythos dało bardzo dobrze radę i uchroniło moją skórę przed nadmiernym opaleniem. Wieczorem po kąpieli nawilżałam swoją skórę bogatym i treściwym masłem Mama Mio, które co prawda przeznaczone jest do zapobiegania powstawaniu rozstępów w czasie ciąży, ale właśnie dzięki temu ma świetne działanie nawilżające, odżywcze i łagodzące podrażnienia.

Pod prysznicem używałam pięknie pachnącego wanilią i czerwoną pomarańczą żelu z John Masters (również prezent od sklepu Kosmetyki Naturalne Boutique), który dzięki swojej gęstej konsystencji był tak wydajny, że przywiozłam do Polski połowę 60 ml opakowania :) Podstawową higienę uzupełniały: antyperspirant Nivea w wersji mini oraz moje dwa ostatnio ulubione zapachy (Treselle i Orla Kiely), które przelałam do szklanych atomizerów o poj. 10 ml kupionych na Allegro.

Jestem ciekawa, jakie Wy kosmetyki zabieracie ze sobą na wakacje i czy są jakieś produkty „must have” na urlopie, o których ja zapomniałam :)?

Zosia

Share this!Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestEmail this to someoneTweet about this on Twitter

6 komentarzy

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *