„Kwiecień bez zakupów”

Czasami mam szczerze dość galerii handlowych, zwłaszcza tych w centrum Krakowa. Tłok, ścisk, tłumy dzieci plączących się pod nogami, głośna muzyka i duchota. Kiedy więc Olga podrzuciła pomysł na wyzwanie „Kwiecień bez zakupów” poczułam pragnienie, by razem z nią przestać kupować. Na razie tylko przez miesiąc, chociaż sama nie wiem, jak to się dalej rozwinie. Po tygodniu mogę powiedzieć jedno – czuję się jak w klapkach „japonkach” na pustyni: dziwnie i trochę nieswojo.

Kupowanie jest od kilku lat moim sposobem na spędzanie wolnego czasu; zabija nudę i poczucie samotności, poprawia humor. Nie muszę chyba mówić, że to dosyć kosztowne rozwiązanie, biorąc pod uwagę że:

  • tak naprawdę tracę czas, który mogłabym przeznaczyć na ciekawsze zajęcia,
  • tracę pieniądze na niepotrzebne rzeczy, których posiadanie daje tylko chwilową radość,
  • tracę wolną przestrzeń i zagracam swoje otoczenie bezsensownie kupionymi przedmiotami.

Moje wydanie „Kwietnia bez zakupów” nie jest tak radykalne, jak Olgi, która zdecydowała się przez cały miesiąc absolutnie nic nie kupować. Ja postanowiłam ogołocić ten miesiąc ze wszystkich niepotrzebnych wydatków.

Na co wydam pieniądze w kwietniu?

Na to, co niezbędne, czyli:

  • zapłacę wszystkie rachunki (ok. 1500 zł)
  • kupię paliwo do samochodu (dwukrotne tankowanie do pełna = ok. 400 zł)
  • raz w tygodniu odwiedzę Biedronkę, żeby kupić jedzenie na cały tydzień (jednorazowo max. 50 zł)
  • w kwietniu czeka mnie umówiona wizyta u lekarza, więc na pewno pojawi się konieczność realizacji wystawionej recepty (ok. 50 zł)
  • na wszystkie inne wydatki odłożyłam 150 zł

Czego nie kupię w kwietniu?

Wszystkiego, na co do tej pory przepuszczałam miesięcznie bardzo dużo pieniędzy, czyli:

  • nie kupię żadnych ubrań, butów, torebek, czy kosmetyków
  • nie kupię żadnych nowych książek
  • nie odwiedzę kosmetyczki ani fryzjera
  • nie będę jeść „na mieście” (postanowiłam jednak, że w trakcie trzech spotkań, które mam zaplanowane na kwiecień, ograniczę się do zamówienia kawy lub herbaty)

Bilans zakupów po pierwszym tygodniu wyzwania

Na początku miesiąca na szczęście były Święta, więc zapasy żywnościowe uzupełniła nam rodzina :) Jedyne pieniądze na jedzenie, jakie musiałam wydać przed Wielkanocą, to rachunek na ok. 20 zł z pobliskiej Biedronki na składniki do sernika na zimno, który co roku przygotowuję na Święta. Jeśli chodzi o pozostałe wydatki, to zapłaciłam 40 zł w Praktikerze za brykiety i podpałki do kominka oraz 180 zł za tankowanie samochodu. W pierwszym tygodniu kwietnia zapłaciłam też większość rachunków (podatki, telefon, internet, prąd, woda, śmieci i hosting – razem ok. 1000 zł) i spotkałam się z koleżanką na kawie (10 zł). Więcej grzechów nie pamiętam :)

Bilans wygląda więc następująco:

  • rachunki: 1500 zł – 1000 zł = 500 zł
  • paliwo: 400 zł – 180 zł = 220 zł
  • jedzenie: 200 zł – 20 zł = 180 zł
  • leki: 50 zł – 0 zł = 50 zł
  • inne: 150 zł – (40 zł + 10 zł) = 100 zł

Bilans wygląda (jak dla mnie) całkiem w porządku. Zostało mi sporo pieniędzy na paliwo, jedzenie i inne wydatki. Jeśli chodzi o moje odczucia po pierwszym tygodniu, to nie jest źle, chociaż mam wrażenie, że przeniosłam się do w czasie do okresu liceum/pierwszych dwóch lat studiów, kiedy nie miałam pieniędzy dosłownie na nic (zarabiałam wtedy minimalną krajową – jakieś 900 zł netto, którą pożerały rachunki, dojazdy do Krakowa i czesne za studia) a moją jedyną rozrywką zakupową było oglądanie wystaw sklepowych. Różnica jest tylko taka, że teraz jest to moje własne życzenie, a niekupowanie spowoduje wzrost oszczędności na koncie. To już nie jest moja smutna rzeczywistość, tylko ciekawy eksperyment :)

Może dołączycie do niekupowania? Kwiecień jeszcze się nie skończył :)

Zosia

Share this!Share on FacebookShare on Google+Pin on PinterestEmail this to someoneTweet about this on Twitter

6 komentarzy

  1. W japonkach na pustyni… Ciekawe i chyba trafne porównanie :-)

    Ciekawie było przeczytać o Twoich zmaganiach :-) Mam nadzieję, że pod koniec miesiąca stwierdzisz, że było warto! :-)

  2. Trzymam kciuki za dalsze kroki projektowe :) U mnie niekupowanie wypada całkiem nieźle – już dawno zapomniałam jak to jest wałęsać się po galerii i kupić bluzkę, bo ładna. Staram się teraz kupić taką, która jest mi potrzebną i którą na pewno ubiorę nie raz. Wynik tego jest taki, że… nie kupuję. Noszę to, co mam :) Popracowałam sumiennie nad wydatkami na prasę i książki, które ograniczyłam do minimum. Z jedzeniem również jest już lepiej. Ciągle jeszcze walczę z kosmetykami, ale z drugiej strony – nie mam zapasów i wszystko co kupuję, zużywam na bieżąco. Mogłabym wprowadzić jeszcze pewne ograniczenia, ale przesadzać w drugą stronę również nie chcę. Czuję się dużo lepiej niż z niedomykającymi się szafkami :)
    pozdrawiam, A

  3. Powodzenia! Ja niby od dłuższego czasu wcielam w życie minimalizm zakupowy kosmetyków, ale przy takich promocjach jakie są/będą na dniach na pewno popłynę…

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *